Jacek Dehnel

:

Posterity

|
Translated by Karen Kovacik
|

Danny Mehmed K8 and Lin-Jane F7,
transgender great-great-grandchildren from
my brother’s line, view the photo on some
hyper-majestic-mega-super-port. ‘That man?

Some J, brother of what’s his name.’ ‘I thought back then
they wore their hair like Elvis.’ ‘No, that was somewhat
earlier. Or later? After the war. I mean…’ ‘The one
with Churchill?’ ‘Yeah, with Churchill. And Kaiser Wilhelm.

Or maybe the Second, end of the 20th century.’
FILE NAME’S LOST ‘Brother of what’s his name and cousin
Vic from the sixth dynasto-cache. Search the archived trees…
Right there.’ ‘Zoom in.’ They draw a breath. ‘Wait, a min – ’

But it’s time for pills. And then bedrest.
Beyond the crystal wall, the landscape’s red.
The image in the hyper-port starts to dim:

the screensaver ‘Forebears’ Ghosts’ will tuck it in.

 

TWO POSTERITIES

Translated by Karen Kovacik

In the 1970s, when Philip Larkin imagined his poetry’s future, he placed Jake Balokowsky in the microfilm room of the newly founded Kennedy University in Pleasant Hill, California. Balokowsky’s anticipated distaste for the object of his research was, in fact, rooted in the antipathies of Larkin himself: for American culture, casual attire, and Jews. For that serious librarian dressed in a three-piece suit, the symbol of his poetry’s lack of a future was a cola-drinking literary researcher in jeans and sneakers. Microfilm, on the other hand, was a new technology that would endure well beyond fragile, disintegrating paper books.

I translated that poem a decade ago. Physical books were still not doing too badly, while microfilm had already become as outdated as the notion that a literary researcher – or librarian for that matter – could not go to work in sneakers. And I thought to myself that Larkin in his sardonic foray into the future had not ventured very far.

The point of departure for my own version of ‘Posterity’ was an attempt to travel in time to a world so distant from our own it would be difficult to imagine. Thus the mixture of races, cultures, genders, and technologies inhabiting what seems like another planet. That difference has its downside: seven generations from now, our world will be almost completely unrecognizable. Not only the poems but even a photograph of a distant ancestor will be inaccessible. Fragments of knowledge will get assembled into a meaningless whole, removed from the truth, much as our current beliefs about Napoleonic times are.

Certain as I am that Larkin will be read long into the future, I don’t imagine the same fate for my own poetry. However, I amuse myself with the thought that a couple of generations hence someone will encounter my ‘Posterity’ and read it with the ironic understanding that ‘old-type natural fouled up guys’ generation after generation imagine the future with that same naiveté. Visions of the future are always, after all, only representations of what’s here and now.

READ MORE FROM
‘A SALT WIND’

Dwie potomności

Kiedy Philip Larkin w latach 70. wyobrażał sobie przyszłość swojej poezji, usadził Jake’a Balokowsky’ego przed mikrofilmem w świeżo wówczas oddanym do użytku Kennedy University w Kalifornii. Antycypowana niechęć Balokowsky’ego do obiektu badań była tak naprawdę niechęcią samego Larkina: do kultury amerykańskiej, swobodnego ubrania i Żydów. Dla poważnego, wbitego w trzyczęściowy garnitur uniwersyteckiego bibliotekarza symbolem upadku potomności był pijący colę literaturoznawca w dżinsach i sportowych butach. Mikrofilm zaś – nowoczesną technologią, która przetrwa, w przeciwieństwie do kruchych, rozpadających się papierowych książek.

Tłumaczyłem ten wiersz dekadę temu. Papierowe książki nadal miały się nieźle, za to mikrofilmy już wtedy były równie przestarzałe, co przekonanie, że literaturoznawca – czy bibliotekarz – nie może przyjść do pracy w trampkach. I pomyślałem sobie, że Larkin w swojej kpiarskiej wycieczce w przyszłość zapuścił się właściwie bardzo niedaleko.

Punktem wyjścia mojej wersji „Posterity” była więc próba skoku dalszego, w świat tak odległy od naszego, że trudny do wyobrażenia. Oto mieszanka ras, kultur, płci i technologii zamieszkująca jakąś inną planetę. Ta odmienność ma i swoją stronę przeciwną: siedem pokoleń później nasz świat będzie dla naszych potomnych niemal całkowicie zatarty. Nie tylko poezja, ale nawet zdjęcie dalekiego przodka staje się niezrozumiałe. Strzępki wiedzy mieszają się w bezsensowną całość, równie pewnie bezsensowną i odległą od prawdy, co dzisiejsze obiegowe przekonania o czasach napoleońskich.

O ile pewien jestem, że Larkin ma przed sobą długą przyszłość czytelniczą, to nie spodziewam się tego samego po moich wierszach. Bawię się jednak myślą, że za parę pokoleń ktoś sięgnie po moją „Posterity” i przeczyta ją z ironicznym przekonaniem, że dawni, naturalni, porąbani goście pokolenie za pokoleniem mylili się co do przyszłości z taką samą naiwnością. Wizje przyszłości są bowiem zawsze tylko opowieściami o tym, co tu i teraz.

 

READ MORE FROM
‘A SALT WIND’